Drukuj
Kategoria: Płyty - recenzje
Odsłony: 150

20201012 215653
Warszawski Crimson Rockets istnieje od 2012 roku i od tamtej pory radośnie uprawia swój nieco unowocześniony hard rock. „Borderline” to drugi album zespołu, całkiem świeży, bo wydany raptem w zeszłym roku, więc wciąż nieco pachnie nowością. W ostatnim czasie to kolejny album, który mam przyjemność recenzować (na łamach różnych portali), w którym za obowiązki wokalne odpowiada kobieta i szczerze mówiąc, jest mi z tym bardzo dobrze! Zwłaszcza, gdy trafiają się takie wokalistki jak Kamila Apryas, która dysponuje mocnym, czystym głosem z odpowiednio dużą dawką zadziorności. To idealny wokal do takiej muzyki. A jakiej? Mógłbym powtórzyć, to co napisałem na samym początku, bo określenie „nowoczesny hard rock” trafnie opisuje styl Crimson Rockets. Muzyka warszawiaków jest bardzo dynamiczna i pełna młodzieńczej energii. Podstawą jest mocna sekcja rytmiczna i gitarowe riffy, które więcej czerpią z modern i nu-metalu niż z klasycznego hard’n’heavy, ale nie sądzę, żeby to komukolwiek przeszkadzało. Przecież nie potrzebujemy kopii Blues Pills, skoro mamy własne, młode, zdolne kapele, prawda? Tym bardziej, że gitarzysta Patryk Falkowski ma rękę do naprawdę nośnych i chwytliwych riffów. Efekt nowoczesności potęguje duża ilość klawiszy, ale słuchając „Borderline” nie ma się wrażenia sztuczności, czy bezduszności. Duża w tym zasługa ujmującej melodyjności i emocjonalnej interpretacji wokalistki. Te dwa elementy zadecydowały też o tym, które spośród utworów zawartych na nowej płycie Crimson Rockets, stały się moimi ulubionymi. Szybki i ultra melodyjny, zahaczający niemal o power metal „Nieznany świat”, trochę niepokojący „Nie mam nic”, niby prosty, ale może dzięki temu łatwo wpadający w ucho „Twarz”, czy przejmujące i posiadające ważne teksty „Dość” i „Wartości”. W tym miejscu warto wspomnieć o tym, że na debiutanckiej płycie Crimson Rockets teksty utworów były w języku angielskim, a na nowym albumie zespół zdecydował się śpiewać po polsku. W obu przypadkach, twórczość warszawiaków wypada równie przekonująco, więc osobiście nie słyszę większej różnicy, ale dobre teksty w ojczystym języku zawsze są w cenie.

Na zakończenie, chyba nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić nową płytę Crimson Rockets. To idealna propozycja dla fanów hard rocka, którzy niekoniecznie zachwycają się retro odmianą gatunku i wolą nowocześniejsze brzmienie. Osobiście, nie obraziłbym się na konkretne solówki gitarowe i choć odrobinę organów Hammonda, ale obiektywnie „Borderline” to kawał dobrej roboty.

Gabriel Koleński