Drukuj
Kategoria: Płyty - zapowiedzi i recenzje
Odsłony: 695

DSCI0203
Inna nowość na półeczce to Labirynt, album formacji Abodus, wydany również przez Pronet Records. To kolejna płyta spod znaku kobiecej wokalistyki rockowej, wydana podobnie jak ANN w październiku minionego roku. Tu jednak porównania kończą się.
http://www.prowinylcd.com/…/1096-abodus-labirynt-cd-dig-prz…
Muzyka Abodus jest zupełnie nieprzewidywalna, zaskakuje na każdym kroku. To album dla poszukiwaczy wrażeń, otwartych na nowe doświadczenia. To oczywiście nie znaczy, że muzycy chcą przykryć swobodą artystyczną braki warsztatowe. Nic z tych rzeczy. Utwory są przemyślane, choć nie brak im spontaniczności. Drapieżny momentami wokal otaczają dźwięki wywodzące się z wielu światów. Jest tu grunge, psychodelia, punk i hard rock. Zresztą to chyba nie wszystko. Nad całością czuwał producent płyty, którym okazał się Tymon Tymański, nieszablonowy muzyk i twórca sceny jassowej. Od tego momentu wszystko zaczyna się układać, tzn. na krążku można spodziewać się wszystkiego. Stąd też nie dziwi obecność gości m.in. Pawła Małaszyńskiego z zespołu Cochise. Gości jest więcej, lecz nie uprzedzajmy faktów. Na kopercie albumu pojawia się rozmazana kolorowa postać wokalistki. Okładka w zasadzie nie mówi nic, a jednocześnie przyciąga i fascynuje. I dokładnie taka jest muzyka spod znaku Abodus. Nic nie jest tu jednoznaczne, muzyka mieni się kolorami i z każdym przesłuchaniem przyciąga uwagę innym szczegółem. Również nie było mi dane poznać tej kapeli wcześniej. Tu potwierdza się moja teza z początku dzisiejszego artykułu - nieduże wytwórnie niezależne, dzięki własnej polityce wydawniczej i większemu zaangażowaniu w każdy realizowany projekt mogą osiągnąć znacznie więcej. Dlaczego? Dlatego, że wybierają starannie, często ryzykując własnym, nie tak znów wielkim kapitałem.
Abodus nie jest nowicjuszem. Grupa działa od dziesięciu lat, a w 2011 roku nagrała pierwszy album zatytułowany Szerwony Abodus. Dwa lata później zespół zawiesił działalność i milczał przez kolejne trzy. W 2017 roku muzycy wrócili na scenę i podpisali kontrakt z wytwórnią Pronet Records. Owocem tej umowy jest właśnie Labirynt, płyta trochę poplątana i muzycznie zakręcona. Już początkowy ciężki riff gitary Piotra Podlewskiego zwiastuje, że będzie się działo. I dzieje się naprawdę dużo. Z całym jednak szacunkiem dla wokalistki - są tu naprawdę dobre momenty, ale mam wrażenie, że zabrakło jej pomysłu na całość, bo trafiają też fragmenty wokalnie nijakie, bez emocji. Jeśli taki był zamysł artystyczny - to mnie nie przekonał. Głęboki ukłon natomiast kieruję w stronę gitarzysty Piotra Podlewskiego, podziwiając jego wyobraźnię. Uwagę zwraca kompozycja Jestem, poplątany ciężki blues, z elementami teatralnego horroru, nawiązujący momentami do kompozycji Riders On The Storm nieśmiertelnych The Doors. Ciekawa jest też Izotopia, zaśpiewana z Pawłem Małaszyńskim. Podoba mi się również Chance, choć wolałbym chyba polską wersję językową. Jednym z ważniejszych utworów na płycie jest Kokon, zróżnicowany dynamicznie i pełen emocji, które słychać też w interpretacji wokalistki. To niepokojący obraz zniewolenia i uzależnienia, z na przekór pojawiającymi się w tle słowami o wolności.
Labirynt to naprawdę ciekawa płyta z kręgu alternatywnego rocka. Na krążku trwającym pięćdziesiąt minut jest dziesięć kompozycji. Każda inna, z innej bajki. A jednak wszystkie jakoś łączą się. Naprawdę niezła jazda.
Krzysztof Wieczorek
https://poleczkazplytami.blogspot.com/